27.08.2014
Gdybym mogła...
Gdybym mogła
Zacząć żyć od nowa
Bez przeklętej nienawiścią
I tej cholernej zawiści
A gdybym mogła
Zniknąć i żyć od nowa
Nikogo bym nie krzywdziła
Nikogo bym nie zraniła.
Uległabym marzeniom
Wzniosła się nad ziemią
Uciekła od demona
Przygarnęła błądzącego po ulicy kota
Gdybym mogła
Wznieść się na skrzydłach anioła
Opaść na lekkiej chmurze myśli
Unieść się wolna od grzechu
Uciec przed siebie z dala od obłędu
Schować się przed tymi głosami
I uciec przed demonami...
Zacząć żyć od nowa
Bez przeklętej nienawiścią
I tej cholernej zawiści
A gdybym mogła
Zniknąć i żyć od nowa
Nikogo bym nie krzywdziła
Nikogo bym nie zraniła.
Uległabym marzeniom
Wzniosła się nad ziemią
Uciekła od demona
Przygarnęła błądzącego po ulicy kota
Gdybym mogła
Wznieść się na skrzydłach anioła
Opaść na lekkiej chmurze myśli
Unieść się wolna od grzechu
Uciec przed siebie z dala od obłędu
Schować się przed tymi głosami
I uciec przed demonami...
***
Kolejny nieudolny wiersz z mojej serii idiotyzmu v.v Brawa dla mnie, proszę nie zaliczyć zgonu~
13.08.2014
Cisza...
Płaczę cicho w środku swego serca
Nucę cichutko pieśń pożegnalną
Umieram po cichu
Rozszarpuję stare rany, "tworząc nowe blizny
a to wszystko w tej przeklętej ciszy...
Monster
Ten świat jest straszny.
Jak najgorszy narkotyk
Wciąga do środka zatrzaskując za sobą bramy do obłędu
Ta rzeczywistość to czysta anomalia
Tu powietrze nas zabija, wysysa nadzieje.
Ten pasożyt żyje w mym wstrętnym ciele.
Patrzę za bram z tęsknotą błagając o wolność.
Zostałam tu zbawiona niebywałym pięknem, wonią szaleństwa
i niespełnionych mych marzeń
To jakże urocze piękno szybko minęło,
przemijając niczym dotyk motyla.
Wszystko zgniło i uwięziło mnie.
Pochwyciło w żelaznym uścisku cierni raniących-
Konam
Płynie w żyłach złączona z różaną cieczą
grzeszna obłuda choroby
Zwabiona przez czarnego motyla,
A pochwycona w sidła krwiożerczego potwora
Błagam jak robactwo,
hołota o litość
Błaga wypuść mnie,
z zakamarków mrocznego cienia serca~
Jak najgorszy narkotyk
Wciąga do środka zatrzaskując za sobą bramy do obłędu
Ta rzeczywistość to czysta anomalia
Tu powietrze nas zabija, wysysa nadzieje.
Ten pasożyt żyje w mym wstrętnym ciele.
Patrzę za bram z tęsknotą błagając o wolność.
Zostałam tu zbawiona niebywałym pięknem, wonią szaleństwa
i niespełnionych mych marzeń
To jakże urocze piękno szybko minęło,
przemijając niczym dotyk motyla.
Wszystko zgniło i uwięziło mnie.
Pochwyciło w żelaznym uścisku cierni raniących-
Konam
Płynie w żyłach złączona z różaną cieczą
grzeszna obłuda choroby
Zwabiona przez czarnego motyla,
A pochwycona w sidła krwiożerczego potwora
Błagam jak robactwo,
hołota o litość
Błaga wypuść mnie,
z zakamarków mrocznego cienia serca~
6.08.2014
Dziennik Psychopatki cz.1
Rany otwarte świat zamkniętySierpień-dziwny miesiąc, wszyscy się cieszą bez powodu. Co z tego, że wakacje ? Nie znoszę lata. Jest ciepło, a to akurat jest przyjemne, ale reszta... mnie przeraża.
Czemu ? Jak to ?
Bo tak. Wtedy odczuwam jeszcze bardziej tą cholerną samotność. Żegnam się z ludźmi, którzy i tak nigdy nie byli mi bliscy tylko po to by może spotkać ich jeszcze raz i jeszcze raz się z nimi użerać. Oni wszyscy są tak cholernie obojętni. To rani.
Wolę siedzieć zamknięta w swoich czterech, białych ścianach na podłodze i czytać, spać albo... Sama nie wiem... byle by nie przebywać wśród ludzi~
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)


